środa, 21 lutego 2018

Biało niebieskie pudełka

Hej :) to znowu ja . Wiem,że strasznie dużo czasu minęło odkąd byłam tutaj  ostatnio,ale tak jakoś wyszło, praca ,dom , dziecko ,mąż, pies, kot, rybki itd....;)  No i trochę przestałam wyrabiać na zakrętach.
Ale cały czas coś dłubię  robótkowo , teraz już mniej skomplikowane projekty i wymagające zdecydowanie mniej czasu. Mam nadzieję , ze przynajmniej od czasu do czasu uda mi się wpaść i pokazać coś nowego :)
A tym czasem pudełeczka , nic wielkiego praca z gatunku "tu musi być tylko lepiej" . Pałętały mi się po domu dwa drewniane pudełka ,nie mam pojęcia skąd się  u nas wzięły , pewnie ktoś kiedyś przywiózł jako pamiątkę z jakiejś wycieczki. 



Pudełka były z wypalanymi wzorkami ,  najpierw więc  zaszpachlowałam wypalone rowki (niezbyt dokładnie, żeby takie trochę stare i nierówne było),potem zrobiłam użytek z farb kredowch, które  miałam w zapasach, teraz widzę ,że farba była troszkę zbyt gęsta ale nie czepiajmy się szczegółów.
Potem ozdobiłam przy pomocy szablonu. Na  koniec bezbarwny wosk i trochę ciemnego żeby pogłębić rustykalny efekt.

Teraz służą jako schowki na powiększającą się w zastraszającym tempie kolekcję biżuterii,spinek, gumek, pierścionków..... i innych gadżetów mojej  młodej damy:)

A tak to wyglądało przed upiększaniem.


 

Pozdrawiam  Ewa

niedziela, 11 września 2016

Lata 20-te, lata 30-te... ;)

Lata 20-te, lata 30-te ... tak mi się właśnie kojarzy czapka , którą zrobiłam dla mojej księżniczki :)


Czapeczka zrobiona jako dodatek do kremowego futerka zakupionego przez babcię :) 
Zużyłam na nią resztkę malinowej włóczki , z której kiedyś robiłam sweterek dla siebie , do tego filcowa dalia w kolorze rzeczonego futerka ;).
 

Dalie z filcu nauczyłam się robić niedawno i bardzo mi się podobają wiec pewnie jeszcze nie raz się na blogu pojawią :)

 Mała księżniczka zachwycona ,kiedy pokazuję jej w lusterku odbicie w czapce na głowie na jej buzi maluje się  promienny uśmiech  :):)

A co poza tym ? Wróciłam od pierwszego września do pracy , świat nadal się kręci choć miałam pewne podejrzenia ,że z dniem mojego powrotu się zawali ;)
Za to doba zrobiła się znacznie krótsza i życie jakoś zdecydowanie przyspieszyło ;)

Pozdrawiam i znikam :)
Ewa

niedziela, 28 sierpnia 2016

Buty dla krasnala :)

Póki co mamy jeszcze letnie upały,ale kalendarz jest nieubłagany i przypomina o zbliżających się chłodniejszych dniach ,na takie właśnie jesienno zimowe chłody zrobiłam mojemu małemu krasnoludkowi bamboszki:)


Buciki robione na tak zwanego "czuja" bez schematów i opisów i z tego co akurat miałam pod ręką:)  czyli: góra  z zapasów włóczek , które kiedyś dostałam od mojej teściowej, a podeszwy z dosyć grubej naturalnej skóry , dostałam jakieś resztki od znajomego i tak sobie leżały i leżały no i w końcu się doczekały :)
 

Buciki robione z grubej włóczki powstawały bardzo szybko i przyjemnie , gorzej było z przekłuwaniem  podeszew aby przeciągnąć nitkę , paluchy bolały mnie jeszcze kilka dni później ;)

Mały skrzat bamboszki zaakceptował , a najbardziej atrakcyjne okazały się  pomponiki :)
Mam zamiar zrobić jeszcze na pewno jedną parę w innym kolorze i może w bardziej wyszukanym "fasonie" :)



Pozdrawiam słonecznie i wciąż jeszcze upalnie .
Ewa

piątek, 19 sierpnia 2016

Szafeczka na klucze

A zaczęło się od tego , że Bumelek , którego w pierwszych dniach pobytu w domu zamykaliśmy na noc w sieni powygryzał nam dziury w ścianie... Nasz piesek najwyraźniej nie lubi zamknięcia bo jak już przestaliśmy go więzić i zostawiliśmy w nocy do dyspozycji cały dół domu to przeistoczył się w owczarkowego aniołka i szkód żadnych nie robił :) ale co powygryzał to powygryzał i sień była do odmalowania (oczywiście po uprzednim zaklejeniu  śladów ząbków w ścianie ). 
Dopiero niedawno zebrałam się  w sobie i w ruch poszła farba , przy okazji postanowiłam zmienić kolor bo uprzedni "gorący piasek" czy coś w tym stylu sam w sobie był całkiem ładny ale w dość małym pomieszczeniu z jeszcze mniejszym okienkiem okazał się zbyt ciemny. 
Tym razem padło wiec na waniliowy , teraz jest super, przez pierwsze dni miałam wrażenie , że w sieni cały czas pali się światło ;)
I tu dochodzimy do szafeczki na klucze ;) Wiem, wiem wstęp trochę przydługawy ...


Szafeczka przywędrowała z nami z naszego wynajmowanego mieszkania , był to jeden z pierwszych moich tworów dekupażowych no i przyznać trzeba , że nie najwyższych lotów.

 Poprzednio wyglądała tak

 Bezpłciowo beżowa , z kiepskim efektem spękań bo coś z preparatem się podziało, ale do "gorącego piasku" jeszcze jako tako pasowało i sobie wisiała . 
Za to do wanilii pasowało już mniej, tym bardziej , że w sieni zawisła zasłoneczka kremowa w lekko stylizowane róże. 
Szafeczkę przemalowałam  przy pomocy farb kredowych , zrobiłam przecierki i ... no właśnie pozostało pytanie czym przyozdobić drzwiczki.


Wymyśliłam sobie , że fajnie by było aby motyw był choć trochę podobny do kwiatów na zasłonce , przeszukałam więc serwetki , które miałam w domu i nie znalazłam nic odpowiedniego . 
I tu dochodzimy do momentu porwania się z motyką na słońce ;)
Postanowiłam ,że spróbuję sama namalować motyw podobny do tego na zasłonce.
 

Wyszło jak widać , same ocenicie :)
Dzieło sztuki to to nie jest ale na upartego "obleci" ;) A najważniejsze dla mnie , że to jedna z pierwszych prac po bardzo długim czasie bezczynności i jej wykonanie bez względu na efekt dało mi niesamowitą frajdę :):)

 Zamieszczam kilka zbliżeń na me dzieło :)
 

Tak mi się dobrze malowało ,że w środku też  pojawił się kwiatuszek :)
 


Na koniec jeszcze zdjęcie malutkiego talerzyka upolowanego na starociach , który idealnie pasuje do reszty wystroju sieni :) 
W sumie nie wiem ile kosztował bo za ten talerzyk i dużą szklaną paterę zapłaciłam 10 zł :)
 

Nie zamieściłam zdjęć całej sieni bo zrobienie dobrego  zdjęcia w tak małym pomieszczeniu jest po prostu dla mnie  niewykonalne , pozostawiam więc wam pole dla wyobraźni ;)
Pozdrawiam i uciekam :):)

niedziela, 7 sierpnia 2016

Ramki

Wracając do działalności robótkowej postanowiłam spróbować zabawy z farbami kredowymi . Mnóstwo się oczytałam na Waszych blogach zachwytów pod ich adresem  i naoglądałam zachwycających efektów, ale jakoś nie mogłam się zmobilizować do podjęcia  samodzielnej próby. 
Aż w końcu wzięłam byka za rogi , zamówiłam kilka kolorów i wosk no i do dzieła :)
Na pierwszy ogień poszły plastikowe ramki na zdjęcia.


Zanim zabiorę się za meble chciałam popróbować na rożnych małych przedmiotach , co do których nie będzie mi szkoda jak coś zniszczę ;) A podczas prac będę mogła poćwiczyć bo co jak co czytać można dużo ale człowiek najlepiej uczy się metodą prób i błędów :)
 

W ramkach jak widać zagościły moje zdjęcia ślubne , docelowo zawisną na ścianie w sypialni .

Poniżej kilka  szczegółów i zbliżenie na przetarcia.
 

Wydaje mi się, ze teraz ramki wyglądają lepiej , ale musicie uwierzyć mi na słowo bo oczywiście zdjęć przed nie zrobiłam;)



Po pierwszych próbach muszę powiedzieć ,że farby faktycznie bardzo fajne i pewnie jeszcze trochę nasza dobrze zaczynająca się znajomość potrwa ;)

Pozdrawiam i uciekam :)
Ewa

piątek, 29 lipca 2016

Jak ten czas leci...

Wbrew pozorom  jestem , żyję i mam się całkiem nieźle;) ...no wiem, że mało to oryginalne ale od czego mądrego można zacząć po tak długiej nieobecności...
Chyba najbardziej wymowny jest poprzedni post sprzed ponad roku. Pojawiła się  Łucja i moje życie... przestało być moje ;) 
Tak więc od przeszło roku jestem mamą na pełen etat.
Łucja jest najukochańszą istotką na świecie , cudowną , mądrą i tak dalej i tak dalej ale jest też najbardziej absorbującą istotą na świecie ;)
Oto moja księżniczka :)



 Mojemu dziecku nie wystarcza zawłaszczenie 100% mojego czau , ona chciałaby ze 150 %:) wpadam więc czasem obejrzeć co u Was  i nawet paru słów nie ma czasu  napisać , ale postanowiłam spiąć się w sobie i pomału spróbować wrócić do blogowej społeczności :)

A co u mnie słychać? A no tak jak wspominałam Łucja zawłaszczyła mnie dokumentnie , kiedy czytam  jak kobiety piszą , że zaczęły rozwijać swoje pasje kiedy przebywały na urlopach macierzyńskich i wychowawczych bo wtedy miały czas to oczy mi się robią jak spodki i normalnie nie mogę uwierzyć ,że tak można . Ja desperacko wykradam bardzo krótkie chwilki dla siebie, ostatnio także próbuję coś działać robótkowo ale strasznie opornie to idzie ;) Jak już coś uda mi się zdziałać to oczywiście pokarzę :)

Pozostając w temacie czasu , to oprócz Łucji o moją i Krzyśka uwagę nieustannie zabiega nasz Bumelek;) Bumelek z uroczego szczeniaczka wyrósł na równie uroczego psiego podlotka :)



Piękny prawda? okaz zdrowia ! - akurat,  tylko pozornie 
Bumelek w tym roku przeszedł już dwie bardzo poważne operacje związane z potężną dysplazją , ma 16 śrub w kościach , przesiedział 4 miesiące zamknięty w domu ( dom wyłożony dywanami aby się chore łapki nie ślizgały, a na dywanach mnóstwo sierści ,którą piesek zaczął tracić jak szalony ) i w tym wszystkim moja Łucja zaczynająca raczkować i ja jadąca na kolanach od ściany do ściany i nieustannie ściągająca futro z dywanów ...  Fajnie prawda?;)
 Od operacji nasza Bumbela miała jeszcze dwa razy zapalenie jelita, raz ropień na nosie, a obecnie ma zapalenie mięśnia w jednaj z tylnych łap... aż boimy się myśleć co będzie dalej .
No ale czego się  dla rodziny nie robi ... Choć słyszeliśmy pytania czy nie taniej było by go uśpić ... 
No na pewno nie kosztowało by to kilku tysięcy i miała bym zmywarkę i meble ale czy o to chodzi??? 
Strasznie chaotyczny ten post - wybaczcie . Mam nadzieję , że następny będzie bardziej składny i ukarze się wcześniej niż za rok ;)

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie 
Ewa
 

środa, 22 lipca 2015